Bardzo jestem ciekawa, czy wchodzą na tę stronę ludzie, którzy kochają język polski i literaturę, czy też ci, którzy mają z polskim kłopoty i lekcje języka polskiego w szkole wydają się im stratą czasu.
Powiem uczciwie na wstępie, że bardzo nie podoba mi się nowa matura z polskiego, gdyż zwolniła uczniów z “bezsensownego” zakuwania historii literatury z podziałami na epoki itd.
Otóż zapewniam Was, że bezsensowne się to wydaje teraz, kiedy jesteście młodzi, niecierpliwi i wydaje się Wam, że macie mało czasu.
Ale kiedyś, po latach, zobaczycie, że świat dorosłych, którzy wymagali od was wysiłku myślowego, intelektualnego, był światem z sensem, wartościowym i budującym wasze człowieczeństwo.
Przepraszam za te wzniosłe słowa, ale też wiem co mówię - wszak byłam tak ja Wy kiedyś uczennicą, potem nawet przez kilka lat nauczycielką.
Ale dość tego trucia.
Przechodzimy do meritum.
Chcesz zdać maturę - musisz znać lektury.
A ja będę próbowała Ci w tym pomóc.
Moje hasło dla niechętnych brzmi DLACZEGO LUBIĘ JĘZYK POLSKI?
]]> Analiza i interpretacja Bogurodzicy, która jest pierwszym zachowanym polskim zabytkiem literatury pięknej, pozwoli nam wyłonić charakterystyczne jej cechy a zgłębiając sens tej wypowiedzi, spróbujemy „poznać” autora. Zacznijmy od ustalenie miejsca i czasów, w jakich powstał ten niezwykły wiersz.
Średniowiecze
jest epoką, w której kształtowała się polska państwowość a także kultura. Oto jak opisuje Polskę tamtych czasów historyk Norman Davies w książce „Boże igrzysko”: Społeczność świecka była w przytłaczającej większości niepiśmienna. Powszechnie uprawianą formą sztuki był przekaz ustny lub formy ulotne. Te produkty kultury materialnej i piśmiennictwa, które się zachowały, powstawały głównie jako skutek katolickich wpływów religijnych z zewnątrz. (…) W literaturze łacina panowała niepodzielnie aż do końca XIII . Prastare Roczniki, kroniki Galla Anonima i Kadłubka oraz liczne hagiografie należą bez wyjątku do powszechnej tradycji łacińskiej. Najwcześniejszy zabytek polskiej prozy, zachowane we fragmentach Kazania świętokrzyskie, zostały spisane około r. 1350 przez anonimowego mnicha z Częstochowy. Zawierają one wyłącznie treści nabożne, język zaś charakteryzuje się silną domieszką kościelnej łaciny.
Chrzest Polski
przyjęty przez Mieszka I w roku 966 właściwie rozpoczął polskie średniowiecze. Od tego momentu zaczęli przybywać z Zachodu Europy emisariusze, którzy krzewili wiarę chrześcijańską. Oczywiście byli to ludzie wykształceni, umiejący czytać i pisać – ale po łacinie, bo ten język obowiązywał w kościele katolickim. Język polski oczywiście też istniał i ludzie porozumiewali się za pomocą mowy ojczystej, jednak zapisywano wszystko po łacinie. Pierwsze zapisane po polsku wyrazy znalazły się w bulli papieża Innocentego II, wydanej dla arcybiskupstwa gnieźnieńskiego w 1136 roku. Było w niej ponad 400 polskich nazw. Kolejny polski zapis to zdanie w Księgach henrykowskich (1270 r.) : daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj (daj, niech ja pomielę a ty odpoczywaj). Pierwsze próby zapisu języka polskiego były dość nieporadne, posługiwano się bowiem alfabetem łacińskim, który nie oddawał w żaden sposób specyfiki syczących i nosowych głosek polskich. Stopień trudności takiego zapisu był niemały, jednak pojawiali się śmiałkowie, którzy podejmowali się tego karkołomnego zadania.
Autor Bogurodzicy
Autor Bogurodzicy był właśnie jednym z nich. I oto na podstawie tych rozważań wyłoniły się pierwsze cechy charakteryzujące twórcę Bogurodzicy, a mianowicie: był najpewniej duchownym (bo tylko duchowni posiadali wówczas sztukę pisania) oraz człowiekiem odważnym i twórczym. A jakie miał pobudki, by pisać po polsku? Niewątpliwie podjął się tego dzieła z miłości do swej ojczyzny, jej tradycji i języka. Nieznany nam autor w dwóch zwięzłych zwrotkach zawarł istotę polskiego średniowiecza, gdyż przekazał następnym pokoleniom nie tylko informację o ówczesnym języku, ale też dał świadectwo głębokiej religijności polskiego narodu w wiekach średnich. Możemy zatem śmiało stwierdzić, że autor Bogurodzicy był nie tylko patriotą, ale także człowiekiem głęboko religijnym, oddanym Bogu i służbie Jemu.
Pieśń Maryjna
jest gatunkiem bardzo popularnym w polskiej tradycji kościelnej. Wierni zwracają się do Matki Bożej, aby wyrazić Jej swoje uwielbienie i przez Nią uwielbienie Boga oraz zawierzyć Maryi swoje prośby. Taką też ma konstrukcję Bogurodzica:
Bogurodzica, Dziewica, Bogiem sławiena Maryja!
Twego Syna Gospodzina, Matko zwolena, Maryja,
Ziści nam, spuści nam. Kiryjelejson.
Twego dziela Krzciciela, Bożyce,
Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.
Słysz modlitwę, jąż nosimy,
A dać racz, jegoż prosimy,
A na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie rajski przebyt. Kiryjelejzon.
Archaizmy
Archaizmy,których w tym utworze jest niemało, bardzo utrudniają zrozumienie wiersza. Spotykamy w nim nie tylko archaizmy leksykalne (wyrazy, które wyszły z użycia), ale także archaizmy składniowe (staropolska budowa zdania). Spróbujmy jednak „przetłumaczyć” ten wiersz i zrozumieć go dokładnie. W pierwszym wersie, który jest apostrofą (uroczystym zwrotem) do Maryi, mamy kłopot z archaiczną formą gramatyczną Bogiem sławiena Maryja – dziś powiedzielibyśmy: przez Boga sławiona. W kolejnym wersie nie jasne jest wyrażenie Matko zwolena – znaczy ono Matko wybrana. Prośby skierowane do Matki Bożej: Zyszczy nam, spuści nam – dziś znaczą: pozyskaj nam, ześlij nam. Początek drugiej zwrotki ma formę gramatyczną od wieków w polskim języku nie stosowaną: Twego dziela Krzcicicela Bożycze – teraz powiedzielibyśmy: Dla Twego Chrzciciela Synu Boga. Kolejny archaizm wymagający tłumaczenia pojawia się w 4 wersie drugiej zwrotki: jąż nosimy – co oznacza: którą zanosimy. W 5 wersie: jegoż prosimy – o co prosimy. I wreszcie w 6 wersie zbożny pobyt – tłumaczymy na: pobożny pobyt. Uzbrojeni w ten „mini-słowniczek” możemy odczytać pieśń już bez kłopotów. Bogurodzica jest modlitwą, w której Maryja wielbiona przez Boga proszona jest jako Pośredniczka o wysłuchanie próśb wiernych – o pobożne życie na ziemi i nagrodę po śmierci w raju.
Historia tej modlitwy
Historia tej modlitwy jest niezwykła. Przez wieki pełniła rolę nie tylko pieśni kościelnej, ale także pieśni bojowej. Jan Długosz w Historii Polski wspomina, że wykonywano ją na polach Grunwaldu. Potem była przez setki lat hymnem narodowym. Warto chyba w tym miejscu zadać sobie pytanie, czy to czysty przypadek, czy też inne względy spowodowały, że Bogurodzica odegrała tak wielką historyczną rolę? Z cała pewnością nie był to przypadek, o niezwykłym losie tej pieśni-modlitwy zadecydował jej kunszt artystyczny i wielki ładunek emocjonalny - można powiedzieć, że była napisana pod natchnieniem Ducha Świętego. Choć Bogurodzica jest pierwszym polskim wierszem, to nie odnajdujemy w niej żadnych nieporadności językowych. Widoczny jest w niej natomiast dojrzały artyzm pisarski autora. Obok rymów kończących wersy, występują w tym wierszu także rymy wewnętrzne (Bogurodzica-dziewica, Syna-Gospodzina, Dziela-Krzciciela). Warto też zwrócić uwagę na liczne paralelizmy (elementy, które się powtarzają), na przykład Słysz modlitwę, jąż nosimy i A dać raczy, jegoż prosimy – oba te wersy mają w pierwszej części formę rozkaźników a kończą się jednorodnymi formami czasownikowymi. Rozbudowana 16-sylabowa apostrofa (Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena Maryja) oraz krótkie zdania proszące (zyszczy nam, spuści nam) nadają pierwszej zwrotce charakter swoistego błagalnego dramatyzmu. Przenikanie się układu składniowego z wersyfikacyjnym a także treściowym świadczy o bardzo głęboko przemyślanej kompozycji utworu.
Anonim
Anonim – nieznany nam autor tej modlitwy – był zatem wielkim wrażliwym artystą, który musiał znać literaturę piękną a także zasady pisania wierszy. I tak oto wyłoniły się kolejne cechy twórcy Bogurodzicy. Jego piękne wersy stały się natchnieniem dla kolejnych anonimowych twórców, gdyż dopisano do nich dwanaście kolejnych zwrotek. Żaden z twórców nie podał swego imienia – w epoce średniowiecza artyści tworzyli nie dla swej chwały lecz dla chwały Boga. Bogurodzica od początku swego istnienia przeznaczona była do śpiewania. Badania muzykologów doprowadziły do odkrycia pierwowzoru jej melodii. Jest równie piękna jak sam wiersz. Ten zabytek polskiej literatury jest poetyckim aktem strzelistym, hymnem na cześć Boga, świadectwem i owocem średniowiecznej duchowości. Wielka tęsknota człowieka za Bogiem i odwoływanie się do Niego, jako miary wszechrzeczy w każdej ludzkiej działalności – to jedna z bardziej znaczących cech średniowiecznej duchowości.
Jak więc wyobrażamy sobie autora Bogurodzicy?
Twórczość Aleksandra hrabiego Fredry pozostaje poza prądami literackimi swoich czasów. A były to czasy historycznie i literacko burzliwe, czasy niewoli narodowej i powstań narodowowyzwoleńczych, czasy w których powstawały epokowe dzieła naszych trzech wieszczów.
Wprawdzie Fredro debiutował w latach, które są jeszcze schyłkową fazą oświecenia (w roku 1815 na deskach teatru we Lwowie wystawił trzyaktówkę Intryga na prędce), ale jego najwybitniejsze dokonania w sztuce komediopisarskiej przypadają na okres, w którym tworzą polscy romantycy. Nie można jednak podporządkować najwybitniejszego polskiego komediopisarza do żadnej z tych epok. W okresie bardzo ożywionej dyskusji klasyków z młodymi romantykami Fredro nie zabierał głosu. Do haseł głoszonych przez romantyków odnosił się dość sceptyczne.
Do miłości romantycznej
Fredro miał podobny stosunek. Był realistą i trzeźwym obserwatorem ludzi i świata. Sentymentalna uczuciowość, jak to przedstawił w Ślubach panieńskich, tworząc łzawą postać Albina, śmieszyła go i irytowała. Jednak nie można w żadnym wypadku powiedzieć, że hrabiego Fredrę nie zajmowały sprawy miłosne. Sam był człowiekiem bardzo uczuciowym, zaangażowanym w skomplikowany i gorący romans z panią Zofią z Jabłonowskich Skarbkową, który szczęśliwie po kilku latach zakończył się małżeństwem. Temat uczuć i związków między kobietą a mężczyzną zawsze bardzo pisarza interesował, ale przedstawiał go w innym od romantyków ujęciu. W Ślubach panieńskich podjął temat miłości, pokazując jej subtelną naturę. Przeprowadził jednocześnie prawdziwie psychologiczną analizę uczucia, które niewiele ma wspólnego z sentymentalnymi uniesieniami. Fredro nie rozumiał buntowniczej i nieszczęśliwej miłości romantycznej.
Takiej miłości przeciwstawił męską miłość Gustawa, młodzieńca nie tylko pełnego uroku i dowcipu, ale także zdecydowanego, energicznego i z ogromną inwencją. Gdy w I akcie Radost mówi do wzdychającego Albina: Nie bądź Gustawem – kochaj wesoło, nie ma oczywiście na myśli swego bratanka. Można w tym zdaniu dopatrywać się kpiny z postaci romantycznego kochanka Gustawa z IV cz. Dziadów Adama Mickiewicza.
Magnetyzm serca
drugi człon tytułu – był w owych czasach modnym pojęciem stworzonym przez niemieckiego naukowca Franza Mesmera, który twierdził, że miłość jest niczym innym jak wzajemnym pozarozumowym, instynktownym przyciąganiem się dwóch osobników. Fredro ośmieszył ową teorię, ukazując zupełnie inne prawidłowości rodzenia się uczuć. Bo jeśli na początku utworu Gustaw jest lekko zblazowanym młodzieńcem, niechętnym małżeństwu, a w ostatniej scenie komedii, zakochany po uszy w Anieli, oświadcza się jej – to na pewno nie z powodu irracjonalnego magnetyzmu serca, lecz za sprawą urażonej męskiej ambicji i sprytnie przeprowadzonych intryg. Tak samo Aniela wpada w szpony miłości nie z powodu nagłego błysku i przyciągania serc, ale dzięki psychologicznym zasadzkom, jakie Gustaw na nią zakłada. Śluby panieńskie - Anieli i Klary - wypowiedziane w scenie siódmej I aktu:
Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną
Nienawidzić ród męski, nigdy nie być żoną
- nie uchroniły jednak egzaltowanych panien przed miłością, ale wręcz tę miłość wywołały. Nie ma tu zatem miejsca ani na magnetyzm, ani tym bardziej na miłość w jej romantycznym rozumieniu. Sentymentalny Albin, który łzami skrapia jej ślady, za radą Gustawa:
Nie kochaj ją tak poddanie,
A wzajemną ci się stanie!
Nie daj władać, rządzić sobą,
A rząd tobie sama przyzna!
Nie nudź płaczem i żałobą,
A zwyciężysz jak mężczyzna (scena dziewiąta, akt II)
- porzuca swój wzdychający i płaczliwy sposób bycia i udaje obojętność wobec ukochanej Klary. Okazuje się, że jednak nie szczerym wyznaniem, ale grą i udawaniem szybciej można zdobyć serce kobiety. Miłość romantyczno-sentymentalna, łzawa i lubująca się w cierpieniu, którą reprezentuje Albin, nie prowadzi zatem do celu.
Intryga
jest główną siła sprawczą tej komedii – odmienia ludzi i ich losy. A intrygi snuje autor tej komedii w sposób doskonały. Fredro, wnikliwy znawca psychiki ludzkiej, wiedział, że nie zawsze można pewne prawdy powiedzieć wprost a do celu niekiedy należy zmierzać zawiłymi ścieżkami. I taka jest właśnie specyfika intrygi, która jest wyrazem sprzeczności dążeń bohaterów a zarazem motorem wydarzeń. W I akcie Ślubów… Gustaw nie chce się żenić, bo małżeństwo i gospodarowanie na wsi to nuda śmiertelna. Aniela też nie chce wychodzić za mąż, gdyż jej zdaniem mężczyźni nie są godni miłości, a przede wszystkim zaufania.
Znam ja dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli,
Co się tak czai, tak układa snadnie,
By zyskać ufność i zdradzi po chwili.
– takie prawdy wypowiada Aniela w siódmej scenie I aktu.
Dorośli bohaterowie tej komedii, wuj Radost i pani Dobrójska, myślą inaczej. Aniela i Gustaw stanowią według nich doskonałą parę. Jednak gdyby nie misternie upleciona sieć intryg, której wiele oczek stanowiły czyste kłamstwa wymyślone przez Gustawa, Aniela nigdy nie zostałaby jego żoną. A gdy intrygi naszego bohatera przyniosły oczekiwany efekt, usatysfakcjonowany – na stronie – wypowiada te słowa:
Ha! Tegom czekał – mam więc pewność przecie;
Jestem u celu, wy róbcie co chcecie! (scena trzecia, akt V)
Gdyby nie te kłamstewka Gustawa – nie zawsze zresztą małe – na ślubnym kobiercu nie stanęliby też Albin z Klarą.
Postaci
tej komedii są narysowane zdecydowaną kreską i umotywowane psychologicznie – to prawdziwe indywidualności. Każdy z bohaterów ma swój charakter, każdy inaczej reaguje, postępuje według swojego temperamentu, ma swój charakterystyczny sposób mówienia. Gustaw jest uroczym, sympatycznym birbantem, lekkoduchem, jednak w trakcie wydarzeń zmienia się, poważnieje, staje się męski i zdecydowany. Aniela to miła, delikatna i uczuciowa dziewczyna, która pod wpływem sentymentalnych lektur ma niezbyt pochlebne pojęcie o mężczyznach. Klarę opisuje sam Fredro w sposób następujący:
… co jak iskra żywa,
Jeśli westchnie, to wtedy gdy ziewa;
Klara, co spocząć – rzadziej milczeć zdoła,
Sprzeczna z układu, z natury wesoła… (scena piąta, akt I).
Wuj Gustawa, stary kawaler Radost, zachwyca swoją czułością i bezradnością wobec wychowanka. Najśmieszniejsza a zarazem najbardziej denerwującą osobą jest cierpiący nieustanne męki miłosne Albin. Bohaterowie tej komedii są osobowościami dynamicznymi, zmieniającymi się pod wpływem szybko rozgrywających na scenie intryg, co czyni je psychologicznie prawdziwymi i wzbudzającymi sympatię widza.
Śmiech
i niefrasobliwy nastrój – są kolejnymi atutami tej uroczej komedii. Komizm w Ślubach panieńskich to nie tylko zabawnie narysowane postacie bohaterów i spiętrzenie zaskakujących sytuacji, które wywołują śmiech widza – to także iskrzący się dowcipem język, błyskotliwe dialogi, całe mnóstwo przysłów i sentencji, które umieszczone w zaskakujących kontekstach brzmią niezwykle zabawnie.
Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco,
Bo często słowa jakby z worka lecą
– upomina Gustawa Radost w piątej scenie I aktu.
Także pani Dobrójska wygłasza zgrabne sentencje, które nie tylko są dowcipne, ale też i mądre:
Nie wszystko straszne, co czasem zastrasza;
Mają wady mężczyźni, ma także płeć nasza.
Zatem szalę rozsądku ta strona przeważa,
Co swoje błędy karci, a cudze przeważa. (Scena dziewiąta I aktu)
Lekkoduch Gustaw, gdy zakochuje się w Anieli, również zdobywa się na głębsze refleksje:
W zgodzie – czy w kłótni, we wrzawie – czy w ciszy,
Niech oko drzymie, a ucho nie słyszy. (scena szósta akt III)
Miłość nie odbiera mu jednak dowcipu. Oto jak zwraca się do nieszczęśliwego Albina:
Już czuję wilgoć, zbliża się fontanna!
Albinie smętny! Jak rosa poranna,
Tak mgłą z łez twoich napełnia dom cały.(scena druga, akt IV)
Pogodny nastrój zabawy jest przypieczętowany – jak zawsze w komediach Fredry – szczęśliwym zakończeniem.
Urocze i wesołe komedie
hrabia Fredro tworzył w okresie dla Polski niewesołym. Był to okres zaborów, konspiracji, spisków, powstań i represji. Społeczeństwo polskie wsłuchiwało się z nabożnością w dzieła wieszczów podejmujących trudne patriotyczne tematy. Fredro jawił się swoim współczesnym jako pisarz mało poważny, który nie zajmuje się tym, co dla ojczyzny było najważniejsze. Oceniony bezwzględnie przez krytyków, odmawiających jego dziełom jakiejkolwiek wartości, Fredro na długie dwadzieścia lat zarzucił literaturę. Czuł się twórcą zepchniętym na margines swych czasów. Historia jednak pokazała, że choć niedoceniony przez współczesnych, jest ulubionym autorem następnych pokoleń. Aleksander hrabia Fredro napisał kilkadziesiąt komedii. Mąż i żona, Pan Jowialski, Damy i huzary, Zemsta, Dożywocie. Wystawiane często na polskich scenach, zachwycają bywalców teatrów. Na czym polega fenomen nieustającej popularności dzieł Fredry? Może na tym, że choć świat w zawrotnym tempie pędzi na przód, to sprawy dotyczące uczuć i relacji międzyludzkich wciąż są takie same. Tak samo jak przed ponad stu laty kochamy się, jesteśmy wobec siebie nieufni, zazdrośni, ale też naiwni i pełni dobroci. Widzowie oglądający dzisiaj te komedie nie tylko świetnie się bawią, ale też ulegają czarowi pięknej polszczyzny, z którą na co dzień niestety już coraz rzadziej się spotykają.
Charakter, odmowa, odwaga, smak, dusza, sumienie – słowa wyjęte z cytowanego wyżej fragmentu wiersza Zbigniewa Herberta obrazują wartości istotne dla poety. Ten króciutki fragment wiersza jest kwintesencją filozofii i jednocześnie historii życia wybitnego polskiego moralisty i myśliciela.
Zbigniew Herbert, poeta żyjących w trudnych czasach (najpierw okupacja a potem wiele lat sowieckiego zniewolenia) był, pomimo swej nieugiętości, a może właśnie dzięki tej nieugiętości, twórcą docenianym przez współczesnych. Tłumaczono jego utwory na kilkanaście języków, miał spotkania z czytelnikami w Polsce i Paryżu, uznawany był za mistrza i autorytet moralny.
Debiut poetycki Zbigniewa Herberta przypada na 1956 rok, rok tak zwanej odwilży, kiedy do głosu byli dopuszczani też i nie pokorni wobec systemu socjalistycznego. Jednak szybko okazało się, że jego twórczość nie odpowiada oficjalnym kreatorom życia literacko-kulturalnego w ówczesnej Polsce. Czytelnicy zapoznawali się z poezją Herberta dzięki drugiemu obiegowi, inaczej mówiąc wydawnictwom podziemnym. Zbigniew Herbert był wyjątkowo niebezpiecznym twórcą dla ówczesnego systemu. Jest to o tyle zadziwiające, że poeta nie był ani twórcą politycznym, ani „zaangażowanym”. Jedyne co można mu było zarzucić, to nieprzejednanie, niezłomność w wyznawaniu trwałych wartości. Człowiek nieprzekupny był nie tylko nieprzydatny PRL-owskiej władzy, ale był też dla niej niebezpieczny. Niebezpieczny fenomen poety polegał na tym, że jego wiersze wyzwalały poruszenie duszy i rozumu. Życiowym i poetyckim pomysłem Herberta na obronę przed wulgarnością świata było uprawianie życia duchowego, dla którego pokarm stanowi niewzruszalność podstawowych zasad moralnych. Ta niezachwiana moralność jest zawsze największym zagrożeniem dla systemów totalitarnych, bo rodzi opór, niezgodę i bunt. Bezwzględne okrucieństwo, niszczące godność ludzką - jak pokazuje historia - samo skazuje się, na klęskę i zagładę.
Jako student filozofii
i podróżnik po Europie, Zbigniew Herbert wyposażony w rysunkowy szkicownik i karty wstępu do największych bibliotek i muzeów poznawał i studiował świat. A właściwie chłonął ten świat z całą jego historią i dziedzictwem cywilizacyjnym. Interesowało go malarstwo i rzeźba, bo jak sam mówił: …są to przedmioty stworzone przez ludzi, a zatem nie dzieło przyrody. I zawierają one widzenie innego człowieka. Szczególnie interesowały poetę cywilizacje, które umarły, a więc narody, którym się nie powiodło w historii. Nam się też przecież specjalnie nie udawało.(…) Bardzo chciałbym znaleźć mechanizm działania historii..- mówił w wywiadzie udzielonym Zbigniewowi Taranience w 1978 roku. Poznawanie historii poeta traktował jak rodzaj twórczości. Historia przecież tworzy czas teraźniejszy i przyszłość. Poeta uważał, że …zdobywanie tradycji jest taką samą pracą jak zdobywanie przyszłości… Stąd w jego twórczości odnajdujemy motywy mityczne, historyczne, postaci wykreowane przez klasyków literatury światowej (np.w wierszu „Tren Fontynbrasa” pojawia się bohater Szekspirowki, w „Pan Cogito o kuszeniu Spinozy” pojawia się Spinoza, z którym prowadzi dialog sam Bóg, Marek Aurelisz jest bohaterem wiersza „Do Marka Aurelego”). Lektura wierszy Zbigniew Herberta wymaga nie małej erudycji historycznej, aby je zrozumieć i właściwie odczytać.
Sztuka patrzenie
jest niewątpliwie rzadką umiejętnością w dzisiejszym świecie zdominowanym przez zmieloną papkę medialną. Zbigniew Herbert był poetą i malarzem uważnie i wnikliwie uprawiającym sztukę patrzenia. Wynikiem jego podróży i fascynacji są bardzo rzeczowe i bardzo bogate literacko rozprawy o malarstwie, architekturze włoskiej, greckiej, angielskiej, francuskiej i holenderskiej („Barbarzyńca w ogrodzie”, „Martwa natura z wędzidłem”, w przygotowaniu jest pierwsza część tej swoistej trylogii – esej o sztuce greckie „Labirynt nad morzem”). Można powiedzieć o poecie, że był pielgrzymem do sztuki – jeździł po Europie oglądać konkretne obrazy wiszące w określonych galeriach, pielgrzymował do architektury a zwłaszcza do katedr. Zbigniew Herbert kontemplował sztukę a jej opis jest wynikiem nie tylko wiedzy, ale zmysłowego kontaktu z nią. W „Barbarzyńcy w ogrodzie” czytamy:
Zeszyt i szkicownik idą do kieszeni i zaczyna się najprzyjemniejsza część programu – flanowanie, to znaczy:
włóczenie się bez planu według perspektywy, a nie przewodników,
oglądanie egzotycznych warsztatów i sklepów: ślusarza, biura podróży, zakładu pogrzebowego, gapienie się,
podnoszenie kamyków,
wyrzucanie kamyków,(…)
przytykanie twarzy do murów w celu łowienia zapachów,
zadawanie konwencjonalnych pytań tylko po to, aby sprawdzić, czy życzliwość ludzka nie wyschła,
przyglądanie się ludziom ironicznie, ale z miłością (…)
Pan Cogito
bohater cyklu stworzonego latach 60-tych symbolizuje człowieczeństwo, którego powołaniem jest myślenie. Myślenie nie o swoich wygodach i przyjemnościach, ale myślenie o historii ludzkości jako o historii swojej własnej, osobistej. Historia bowiem tworzy w trakcie dramatycznych i okrutnych dziejów wartości, które to człowieczeństwo budują. Z „Przesłaniu Pana Cogito” dowiadujemy się , co naprawdę jest ważne w dziejach tak pojmowanego człowieczeństwa: buduje cywilizacje i tworzy nasze dziedzictwo. W tym wierszu odmiot liryczny w formie rozbudowanej apostrofy, używając form czasownikowych w drugiej osobie, odwołuje się bezpośrednio do czytelnika,:
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach(…)
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo (…)
niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy oni wygrywają (…)
To niezwykle mocne słowa, bezkompromisowe. Jeśli chcesz być człowiekiem nie możesz żyć dla siebie, bo masz mało czasu. Masz dać świadectwo, ale wcale nie swojej osobistej wspaniałości. Zalecenie w kolejnym wersie: oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz przywołuje do pokory.
Bądź wierny Idź – oto pointa tego wiersza-wezwania do niezłomności, pokory, miłości i odwagi.
Poezja
Zbigniewa Herberta choć w sensie formalnym na wskroś nowoczesna, bardzo silnie zakorzeniona jest w tradycji, w historii świata i człowieka – odnajdujemy w niej wiele odwołań do klasycznej filozofii, historii i mitologii. Jako znawca i smakosz starożytności i średniowiecza a jednocześnie świadek dwudziestego wieku, Herbert jest wyposażony w przejmującą wiedzę o tragizmie a jednocześnie komiczności człowieka i jego losu. Rozumienie teraźniejszości poprzez odwołania do historii napawa bardziej pesymizmem niż optymizmem, jednak nie beznadzieją. Istnieje bowiem potęga smaku, smaku rozumianego jako poczucie godności, honoru, odwagi. Smaku, który oznacza moralność i siłę w uczciwości. Smak nie oznacza tu dobrego gustu estetyczny, ale gust etyczny, odwołujący się do odwiecznych etosów rycerskich. W wierszu „Przesłanie Pana Cogito” wzywa do wierności takim wzorcom jak bohater babilońskich eposów -Galigamesz, greckich mitów - Hektor i średniowieczny rycerz – Roland. Wiersz „Potęga smaku” kończy się takim oto przesłaniem:
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitał ciała
głowa
Utrata głowy, a więc życia jest mniejszą ujmą dla człowieka niż utrata dobrego imienia.
Jest to system zasad trudny, wręcz nie do pojęcia w dzisiejszym świecie biznesu i korupcji. Gdy upadły europejskie systemy totalitarne, to podnoszą głowy nowe smoku ogniste, które bynajmniej nie karmią się potęgą smaku, ale karmią potęgą pieniądza.
Zbigniew Herbert przez całe życie borykał się z biedą materialną i słabością ciała. Ale tak to już jest – tylko ktoś przeciętny może opływać w dostatki. By móc uprawiać życie duchowe trzeba karmić się swoim wewnętrznym bogactwem.
Cud, że wśród tych zawirowań tworzył swe monumentalne dzieła, w których z niezwykłą precyzją opisywał zawiłości świata, jego piękno, w których wgłębiał się w tajniki psychiki człowieka z większym znawstwem niż niejeden wielki psycholog.
Tak, był Reymont czułym obserwatorem i swe drobiazgowe spostrzeżenia łączył w opowieści, w których pokazuje człowieka uwikłanego w zdarzenia świata zewnętrznego i wewnętrznych przymusów.
Kto przeczytał „Chłopów”?
Potężna epopeja „Chłopi” z oczywistych powodów znajduje się w kanonie lektur szkolnych. I słusznie – nie może być inaczej! Wszak ta piękna powieść została uhonorowana nawet przez międzynarodowe gremium przyznając jej Nobla i to w czasach, gdy nagroda ta nie była jeszcze upolityczniona – a jeśli, to na pewno nie w takim stopniu jak dziś.
Jednak konia z rzędem temu, kto wskaże nastolatka, który przeczytał tę powieść od deski do deski.
Trudno się dziwić młodym, którzy znajdują się w szponach Internetu, sms-ów i sieczki telewizyjnej. Aby przeczytać tę powieść trzeba mieć dużo czasu.
Do tego jeszcze potrzebny jest spokój i cierpliwość. Są to zatem wymogi niezwykle trudne do osiągnięcia w dzisiejszych realiach, a szczególnie nieosiągalne dla nastolatka.
Wszak my, ludzie nowocześni, obracamy się świecie gonitwy za szybką informacją, za szybką przyjemnością, za szybkim sukcesem
Czy nastolatek mógłby ogłosić w klasie taką wiadomość: słuchajcie, przeczytałem cztery tomy Chłopów”.
Czy jego kumple w klasie uznaliby ten wyczyn za sukces, czy też raczej za odchyłkę od normy?
Chyba trudno spotkać w Polsce nauczyciela, który przekonałby swych uczniów do przeczytania tych opasłych tomów, jakże pięknej i wartościowej powieści.
Zamknięty czas
Wszechświat przedstawiony w tej czterotomowej powieści jest zamknięty. Jest zamknięty w czasie, przestrzeni. Mieszkańcy Lipiec – bohaterowie powieści – żyją pełnią swego życia, każda postać ma swą misję w tym zamkniętym świecie. Pierwsza bohaterka, którą poznajemy na początku jesieni, Agata, jest najbiedniejszą cząstką grupy lipeckiej.
Na zimę idzie w świat na żebry, aby nie obciążać budżetu kuzynów dodatkową gębą do miski.
Jest to postać wzruszająca pokorą i wielką miłością do swej ziemi. Ona się nie buntuje – jest biedna, bo Pan Bóg postawił ją w takim miejscu świata. Można powiedzieć, że jej los, jej życie ma bardzo szczęśliwe zakończeni; umiera jak hrabianka, w czystej pościeli, piękne ubrana, na gospodarskim łóżku, wśród świętych obrazów, otoczona kuzynami i sąsiadami. Jest szczęśliwa. Choć to osoba najbiedniejsza to można zaryzykować że najszczęśliwsza ze wszystkich przedstawionych postaci.
Po drugiej stronie jest Boryna, najbogatszy gospodarz we wsi. Skoro najbogatszy, to i najmądrzejszy, wzbudzający szacunek całej wsi.
Poznajemy mocnego chłopa, którego boi się cała rodzina, twardą rękę trzyma gospodarstwo, wymagając od siebie i innych. Jest na dzisiejszą miarę człowiekiem sukcesu. Ma majątek, ma rodzinę, ma szacunek ziomków.
Czego jeszcze nie ma? Nie ma żony, bo rok temu owdowiał. Ulega pokusie, aby ożenić się z najpiękniejszą we wsi Jagusią, która mogłaby być jego córka – nie dość, że piękna to i młoda.
Jednak Pan Bóg nie chciał Borynie dołożyć tego puzla, który miałby zakończyć obraz totalnej szczęśliwości. Ten ostatni puzel – ożenek z młodą piękną dziewczyną – spowodował rozpad układanki. Boryna zaczął cierpieć z powodu niewierności żony, z powodu wypędzenia syna Antka, z powodu poniewierki synowej Hanki i wnuków.
Boryna umiera długo i dramatycznie – w przeciwieństwie do żebraczki Agaty – samotnie, w polu, z grudam ziemi w dłoniach, chwytami w konwulsjach śmierci.
Opis samotnej śmierci Macieja jest symboliczny – to właśnie ziemia była największą miłością i przeznaczeniem Boryny. Sprzeniewierzył się tej miłości idąc za pożądaniem i pychą, idąc za Jagusią, która go nie kochała, bo kochać go nie mogła. Był dla niej za stary.
Jagusia – wydawałoby się najbardziej negatywna postać w tej grupie ludzkiej, jest przez Reymonta przedstawiona z wielkim zrozumieniem psychiki kobiecej, tęsknot i marzeń. Jagusia jest bardzo kobieca, jest kwintesencją kobiecości. Pozbawiona racjonalnego myślenia, piękna, utalentowana artystycznie, wrażliwa na piękno, tęskniąca za miłością.
Dla Jagusi ziemia nie jest wartością, rodzina nie jest wartością. Nie ma w niej żadnej hierarchii wartości, które głosi Dekalog. Ona jest tęsknotą za absolutem, który w jej odczuciu nie jest Panem Bogiem.
Jest wyalienowana ze społeczności wiejskiej. Jagusia jest samą tęsknotą. Nie ma w niej pokory, nie ma w niej szacunku dla praw boskich. Jej los – dziewczyny hojnie przez Pana Boga obdarowanej urodą, zdrowiem, talentami, temperamentem – jest najtragiczniejszy. Nie przestrzegała żadnych praw, więc okrutnie została wyrzucona ze społeczności. Mało miała w swym młodym życiu chwil szczęścia i ukojenia. Kierowała się czystym instynktem, nie zważając na prawa Boskie i ludzkie.
Jej matka, Dominikowi, kobieta wyrachowana, która w życiu widziała tylko wartości materialne, ludzi i Pana Boga traktowała instrumentalnie, skończyła równie tragicznie jak jej córka, opuszczona nawet przez synów.
Dynamizm postaci
Losy bohaterów rozgrywają się w ciągu roku. A ile się wydarzyło!
Antek – z podporządkowanego ojcu, buntującego się syna, zdradzającego żonę męża przeistacza się w odpowiedzialnego gospodarza, który wie, co jest dla niego najważniejsze, Hanka, jego żona, która dojrzewała w trudnych doświadczeniach, zobaczyła, że najważniejsza jest jej ziemia, rodzina i mąż.
Mateusz – silny kawaler, zdolny, pracowity, sympatyczny, prawdziwy, uganiający się za dziewczynami. Wdaje się w romans z żołnierką Tereską. Tragiczny finał tego związku pokazuje się, że bohaterem życia Tereski jest jej mąż, który ujął się za swą ślubną w czasie, gdy upokorzona przez Mateusza, żebrze o jego miłość.
Poruszająca jest scena, gdy zdradzony maż, pokonując swój ból a może i dumę, bierze ją na ręce i zrozpaczoną wynosi z domu Mateusza.
Taki pięknie pokazanych postaci jest w tej powieści bez liku. Np. szalony dziedzic Jacek, który jest mężem opatrznościowym i w sytuacjach bez wyjścia pomaga mieszkańcom Lipiec.
Szymon, który pazurami drapie ziemie i z wielką determinacją walczy o pozycję gospodarza. Pięknie przedstawiona jest solidarność mieszkańców wsi, którzy składają się na początek gospodarstwa Szymkowego. Czy też Ambroży, rozmodlony dziad proszalny, który niesie mieszkańcom Lipiec wiedzę, naukę, głosi prawa Boże i pomaga im walczyć o prawa ludzkie.
Wójt – polityk, a więc kłamca i złodziej, wybrany przez społeczność wiejską realizuje swoje interesy, nie dbając o tę społeczność.
Galeria postaci przedstawionych w tej powieści jest bardzo bogata, bardzo barwna, a przy tym ukazany jest dynamizm tych postaci – zmieniają się pod wpływem wydarzeń.
Zmieniają się, gdyż walczą o swoje prawa, godność, o rodzinę, o ziemię.
Okazuje się, że ci bohaterowie, którzy tak jak Jagna czy jej matka żyją bez wyższych ideałów, zabiegając tylko o doczesny sukces, czy przyjemność, kończą smutno, a nawet tragicznie.
Jest więc zawarty w „Chłopach” nie tylko obraz wsi z przepięknie przedstawionymi losami jej mieszkańców, albo bardzo konkretna filozofia.
Myśl o śmierci zawsze budziła w człowieku lęk. Niekiedy temu lękowi towarzyszy zaciekawienie i próba zrozumienia owej największej tajemnicy naszej ziemskiej wędrówki. XV-wieczny wiersz „Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”pokazuje, jak bardzo myśl o śmierci zajmowała ludzi w średniowieczu.
Dla dzisiejszego czytelnika utwór ten ma ogromną wartość poznawczą. Oto dowiadujemy się z niego nie tylko jak rozwijał się język polski i jak wyglądał społeczny obraz ówczesnej Polski; dowiadujemy się przede wszystkim jak w średniowiecznej chrześcijańskiej Europie rozumiano miejsca człowieka w świecie. A ów świat był o wiele prostszy od tego, w którym przyszło nam żyć dzisiaj. Opierał się bowiem na jasnym podziale na dobro i zło.
.
Średniowieczny dualizm
to postrzeganie rzeczywistości, w której działają dwie przeciwstawne siły. Jest zatem dobro i zło, cnota i grzech, piękno i brzydota, dusza i ciało, Bóg i szatan, Niebo i Piekło. Ta dwoistość świata stawiała człowieka przed prostymi wyborami, bo nie było dróg pośrednich. Średniowieczny filozof chrześcijański żyjący na przełomie IV i V wieku, św. Augustyn, nauczał, że człowiek jest odbiciem i obrazem Boga, a jego życie upływa w dwóch skłóconych ze sobą państwach: państwie ziemskim i państwie Bożym. Walka między tymi państwami i rządzącymi w nich prawami odbywa się od czasów biblijnego Adama a zakończy się Sądem Ostatecznym. Najważniejszą cnotą człowieka jest miłość Boga. W miłość Boga zawierają się takie wartości jak mądrość, męstwo, wstrzemięźliwość, sprawiedliwość. Dzięki miłości Boga i kultywowaniu cnót dusza jest nieśmiertelna. Aby jednak spotkać się z nieśmiertelnością człowiek musi żyć w cnocie, co jest zadaniem trudnym. Częste przypominanie o śmierci, o ulotności życia człowieka w państwie ziemskim, pomagało ludziom żyć w modlitwie i cnocie.
Hierarchia
obok dualizmu to kolejna próba porządkowania i rozumienia świata w średniowieczu. Twórcą hierarchicznej koncepcji świata i miejsca w nim człowieka był żyjący w XIII wieku św. Tomasz z Akwinu.
Świat według tego filozofa stanowi drabinę bytów, na której każde istnienie ma wyznaczone swoje miejsce. Człowiek usytuowany jest ponad światem materialnym, bo ma duszę, ale pod aniołami, które są bytami czystymi.
Zadaniem człowieka jest wspinanie się po szczeblach tej drabiny coraz wyżej. Św. Tomasz twierdził, że społeczeństwo także jest zhierarchizowane, ludzie zajmują w nim różne miejsca i człowiek ma się podporządkować temu układowi. Hierarchiczny obraz społeczeństwa polskiego ukazany jest w wierszu „Rozmowa M”.
Spotykamy w nim królów, hrabiów, mnichów, sędziów, lekarzy karczmarzy, wiłów i rzezimieszków. Śmierć jednak zrównuje wszystkich, nawet najbogatszy i najbardziej ustosunkowany nie wykupi się, nie złagodzi sprawiedliwej kary po śmierci:
Bądź ubodzy i bogaci,
Szwytki ma kosa potraci; (…)
Ja z krola koronę semknę,
Za włosy ji pod kosę wemknę;
Tęż bywam w cesarsiej sieni,
Zimie, lecie i w jesieni. (…)
Rzemieślniki, kupce i oracze,
Każdy przed mą kosą skacze.
Danse macabre
taniec śmierci – motyw wszechobecnej śmierci, jest niezwykle popularny w średniowiecznej sztuce. Alegoryczny obraz przedstawiający ludzki szkielet z kosą w ręku miał przypominać o przemijalności życia ziemskiego i kierować myśli w stronę Boskich prawd. Śmierć – graniczny tajemniczy punkt, który oddziela życie ziemskie od wiecznego – dla grzeszników jest wyrokiem skazującym na męki piekielne, dla żyjących w zgodzie z Bogiem jest przepustką do nieba.
Personifikacja śmierci nie tylko unaocznia śmiertelnikowi jej grozę, ale stwarza także fikcyjną możliwość porozmawiania z nią i zrozumienia sensu życia ziemskiego. Groźna i nieprzejednana kostucha pojawiająca w dziełach plastycznych i literaturze średniowiecznej ma ciągle przypominać o tym, że ziemskie życie jest tylko wstępem do życia wiecznego. Bohaterka wiersza „Rozmowa Mistrza Polikarpa” przedstawiona w sposób barwny i dynamiczny, jest równie przerażająca co komiczna:
Chuda, blada, żółte lice
Lści się jako miednica;
Upadł ci jej kawał nosa,
Z oczu płynie krwawa rosa(…)
Nie było warg u jej gęby,
Poziewając skrżyta zęby;
Miece oczy zawracając,
Groźną kosę w ręku mając;
Mistrz Polikarp
tytułowy bohater tego utworu – mędrzec wieliki, mistrz wybrany, człowiek światły i odważny, chcąc zgłębić tajemnice bytu ludzkiego, prosi Boga, aby pozwolił mu porozmawiać ze śmiercią. Jednak, gdy ta mu się ukazała, jej widok przeraził Mistrza. Padł na ziemię, nie mając odwagi spojrzeć na kostuchę. Ona sama przemawia do niego i już z pierwszych słów, gdy zaprasza go do rozmowy, widać, że język ma cięty i jest bardzo dowcipna.
- Czemu się tako barzo lękasz?
Wrzekomoś zdrow, a wżdy stękasz!
Ośmielony Mistrz pyta Śmierć, kiedy się urodziła, kim jest jej ojciec i matka. Śmierć odpowiada:
Stworzył Bog Jewę z kości
Adamowi ku radości. (…)
W ten czas się ja poczęłą;
Gdy Ewa jabłko ruszyła;
Adamowi jebłka dała,
A ja w onem jebłku była.
Śmierć, która w jabłku, dostała od Stworzyciel wszego stworzenia taką moc, że pozbawia życia każdego, bez względu na to czy jest młody czy stary, biedny czy bogaty. Zabiła przecież goliata i Annasz i Kajfasza. Jedynie nie udała się jej ta rzecz z Chrystusem:
Gdym Krystusa umorzyła,
Bo w niem była Boska siła,
Ten jeden mą kosę zwyciężył,
Iż trzeciego dnia ożył…
Grzech
jest dziełem szatana, on to przecież skusił Ewę. Śmierć zaś jest przyjaciółką szatana, gdyż w grzechu ludzkim się kocha – jak sama powiada. Z satysfakcją mówi o grzesznych postępkach:
Karczmarze, co źle piwa dają,
Nie często na mnie wspominają (…)
Panie tłuste i niewiasty,
Co sobie czynia rozpasty,
Mordarze i okrutniki,
Ty posiekę nieboszczyki; (…)
Morzę sędzie i podsędki,
Zadam jim wielikie smętki.
Gdy swą rodzinę sądzą
Często na skazaniu błądzą.
Grzech nieuczciwości, rozpusty, okrucieństwa, morderstwa a także prywaty jest bacznie przez Śmierć obserwowany. Przecież ona grzechem się karmi, zaciera swe kościste łapki, wymyślając piekielne kary na grzeszników.
Jednak ten kto żyje cnotliwie nie ma powodu bać się Śmierci:
Dobrzy mnisi się nie boją,
Którzy żywot dobry mają;
Acz mą kosę poznają,
Ale się je nie lękają;(…)
Jidą w niebieskie radości,
A nie w piekielne żałości.
Przesłanie tego dowcipnego i jednocześnie dydaktycznego utworu jest proste: memento mori – pamiętaj umrzesz. Jednak zanim umrzesz pamiętaj też o tym, że będzie ci policzone wszystko, co zdziałałeś, bo Śmierć jest nie tylko nieuniknionym końcem naszego pobytu na ziemi, ale także bezwzględnym sędzią, bacznie śledzącym wszystkie grzeszne ludzkie poczynania.
Literacki motyw danse macabr przypominał jak ulotne są nasze sprawy w tym ziemskim państwie, a też, że nie warto być chciwym, nieuczciwym i rozpustnym. W dzisiejszym zmaterializowanym świecie oczarowanym postępem techniki i medycyny, ludzie często ulegają zgubnemu złudzeniu, że śmierć ich nie dotyczy.
Jednak gdy przychodzi czas choroby czy umierania odnajdują się w pustce samotności i przerażenia. Dlatego lektura tego wiersza uznanego za dzieło polskiej literatury średniowiecznej warta jest polecenia. Poza wartością historyczną, zamyka w sobie prawdy godne refleksji dla współczesnego czytelnika.
]]>